borelioza,  podsumowanie,  życie

Czerwiec 2017 – borelioza i szeroki uśmiech

SZLACHETNE ZDROWIE, NIKT SIĘ NIE DOWIE…
Czerwiec miesiącem pielgrzymki po gabinetach – sporo się tu działo: była wizyta w poradni chorób zakaźnych (umówiona hohoho temu, po pozytywnym teście Western-Blottt w kierunku boreliozy), były ostatnie wizyty u dentystki (żeby ząbki przygotować do okresu ciąży, o której znów zaczynamy rozmawiać), było badanie okresowe z pracy i nieoczekiwany zwrot akcji, było drugie spotkanie z panią ginekolog w klinice leczenia niepłodności.
I tak w skrócie:
BORELIOZA
Pani zakaźnik spojrzała leniwie na dodatni wynik IgG przeciw borelia burgdorferi z września 2016 i powiedziała, że to nic nie znaczy, że teraz bakteria nie jest aktywna. Wypisała skierowanie na ponowne badanie WB i kazała się zapisać na październik. Wizyta w pięć minut.
Prawda jest taka, że albo Bóg już zabrał mi to dziadostwo, w co głęboko wierzę, bo dziwne objawy z ubiegłego roku jakby zniknęły, albo borelia została przegoniona kuracją suplementem ziołowym, który łykałam ponad 3 miesiące, albo czai się gdzieś i uderzy w najmniej oczekiwanym momencie, albo po prostu przestałam zwracać uwagę na pewne sygnały z organizmu. Nie myślę o tym i z ciekawością czekam na październik, choć z lektury traktującej o chorobach odkleszczowych wiem, że boreliozy nie da się monitorować badaniami. To zbyt wielkie paskudztwo jest i się sprytnie chowa w organizmie zaburzając wyniki.
SZEROKI UŚMIECH
Zęby mam już w komplecie, a budżet dentystki mocno wzrósł dzięki mnie. Okazało się, że ząb, który wieki temu leczony był kanałowo, nie został wyleczony do końca i, nie wnikając w szczegóły, rozsypał się całkowicie. Dzielna pani doktor odbudowała mi dolną siódemkę niemal od zera. Podziwiam artystyczną, można by rzec, koronkową robotę:)
CO MA MEDYCYNA PRACY DO TARCZYCY
Badania, na które wysyła człowieka pracodawca, to dla mnie zagadka. Ilekroć pojawiałam się u lekarzy medycyny pracy (a mam tych wizyt za sobą już kilkanaście) zazwyczaj wyglądało to tak, że medyk ów, nawet na mnie nie spojrzawszy, wpatrzony w swoje papiery pytał:
-Coś pani dolega?
-Nie.
I na tym kończyło się badanie. Tym razem pani doktor zadawała pytania z zainteresowaniem, zbadała stetoskopem, położyła mnie na leżance i sprawdzała brzuch, potem odruchy, a na końcu dokładnie obmacała mi szyję i tarczycę.
-Czy była pani kiedyś u endokrynologa? – zapytała.
-Owszem, mam guzka na prawym płacie, ale niezłośliwego – odpowiedziałam.
-Proszę go sprawdzić ponownie jak najszybciej – odparła zasiewając w jednej milisekundzie wielkie ziarno niepewności.
W domu natychmiast przejrzałam moją teczkę i znalazłam ostatnią biopsję – lipiec 2016. Prawie rok temu, mogło się tam coś zmienić, a skoro kobieta wyczuwa guzka pod palcami i panikuje, to i ja trochę spanikowałam. Błyskawicznie umówiłam się na biopsję prywatnie i pod koniec miesiąca ten arcynieprzyjemny zabieg miałam już za sobą. Trwa oczekiwanie na wynik.
PRZYGOTOWANIA DO CIĄŻY
Najważniejsza jednak, wyczekiwana z niecierpliwością, była druga wizyta w klinice (o pierwszej pisałam TUTAJ).
Tym razem także poszłam z małżonkiem. Lekarka sprawdziła wyniki badań, które zleciła. Homocysteina ciągle sporo za wysoka, przeciwciała przeciwplemnikowe nadal obecne, a do tego skaczące TSH – między 1,7 a 4,93. Tego TSH nie potrafiła wytłumaczyć, ale zleciła kolejne badanie, żeby monitorować, co się podzieje. Zbyt wysoką homocysteiną się nie przejęła tłumacząc, że to normalne na początku brania modulatorów homocysteiny (Solgara), że za miesiąc-dwa zacznie spadać. No zobaczymy, mam jakieś wątpliwości, bo w składzie, oprócz zmetylowanego, jest syntetyczny kwas foliowy, który wedle wypowiedzi na forach i w grupach, które sledze na FB, nie służy osobom z moimi mutacjami. Ale postanowiłam zaufać lekarce, to ufam.
Zapytała kiedy planujemy ponowić starania o dzidziusia, żeby odpowiednio wcześniej przepisać mi steryd „usypiający” przeciwciała. A nasz plan zakłada jesień, jak już wrócimy z długiego i aktywnego urlopu. Miła pani stwierdziła, że to bardzo dobry pomysł, bo będziemy „wyluzowani i wypoczęci” 🙂
I tak to zdrowotnie sprawy się mają.
Kiedyś spojrzę w swój Google kalendarz i popukam się w czoło widząc częstotliwość wpisów „Wizyta u…”
A tymczasem Bogu niech będą dzięki za mego Pracodawcę i Szefa, że zgadza się na moje częste wędrówki w godzinach pracy i odrabianie, na tym moim pół etatu płaci całkiem nieźle, bo nie wiem jak organizowałabym środki na porady lekarskie i diagnostykę. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *